Posts Tagged 'feletion'

Klisze Valve

Czy grając w gry Valve nie mieliście czasem wrażenia deja vu? Bo ja je mam przy każdym nowym tytule. Co prawda nie wydają gier zbyt często, szczególnie tych skupionych na singlu, więc i materiału do porównywania nie jest dużo i nawet jeśli coś zostało powtórzone to przy tak małej skali nie razi w oczy. Gry multi z kolei rządzą się własnymi prawami i nie ma w nich tak rozbudowanych elementów, o które mi tutaj chodzi, a chodzi mi głównie o prowadzenie fabuły.

Wagonik Gordon

Pierwsza klisza, która przewija się przez największe produkcje singleplayer, czyli: HL, HL2 i Portal 2, to podróż wagonikiem na początku rozgrywki. Ten rajd z Half-Life’a przeszedł już do historii. Powolne zagłębianie się w kompleks Black Mesy świetnie sprawdziło się jako intro. Tak dobrze, że ludzie z Valve nie chcieli z niego później rezygnować. W HL2 znowu mamy wagon, tym razem pociągu pasażerskiego. Dlaczego G-man umieszcza Gordona akurat w pociągu? Może po to, żeby gracz poczuł, że na pewno gra w kontynuacje HL’a, przypomniał sobie pierwszą część i pomyślał: „hmm, historia lubi się powtarzać”.

Co prawda Episode One nie rozpoczyna się od podróży kolejką, ale mamy sekwencję „podróży” vanem, który Dog rzuca w stronę Cytadeli. No i na końcu odjeżdżamy przecież pociągiem. W Episode Two budzimy się w… pociągu. Naciągane? No dobra, może i trochę tak, ale epizody i tak nie są pełnymi grami, to kontynuacja bezpośrednio wymuszona przez fabułę, jeden ciąg. Zobaczycie, jak wyjdzie HL3 też będzie miał sekwencję podróży jakimś pojazdem. Gdyby Episode Three kiedykolwiek wyszedł, mógłby rozpoczynać się sekwencją lotu helikopterem (kolejny „wagonik”).

Dalej mamy wielką dziurę w postaci serii Left 4 Dead, ale już w Portal 2 (wreszcie gra z singlem) wita nas potężna sekwencja podróży „wagonikiem” na miarę tej z pierwszego HL’a. Co prawda rolę środka transportu pełni pokój, ale efekt jest ten sam. Chyba nie muszę wskazywać podobieństw (ograniczona przestrzeń, bierny gracz, głos, który zwraca się do niego).

Czytaj dalej ‚Klisze Valve’

Trochę smutna historia

Jest taka jedna osoba, której zawsze mi było żal w Half-Life. Nie znam jej imienia i nazwiska, ale była to bardzo ważna persona, którą na pewno każdy pamięta.

Gdy skończyliśmy swoją długaśną podróż wagonikiem i wreszcie dotarliśmy do upragnionego Sektora C, to on otwierał nam drzwi wagonika. Przypomniał, że jesteśmy spóźnieni, a potem wpuścił do sektora C. Klon Barneya numer 1. Zakładając, że prawdziwy Barney to ten którego mijamy na samym początku i który dobija się do drzwi ochrony, ten jest jego pierwszym klonem, którego spotykamy bezpośrednio. Ci łażący w oddali mogą być atrapami 😮

Strażnik przed wejściem do sektora C, jest pierwszą osobą, z którą możemy pogadać. To ten ludzki element, w ogromnych i przytłaczających korytarzach Black Mesy. Zawsze się zastanawiałem jak długo trwa zmiana tego gościa, bo zawsze gdy grałem w HL, to on tam był, ten sam 😉 Czy było to rano, w południe czy późnym wieczorem on tam zawsze stał i czekał aż przyjadę, nawet zapraszał na piwo. Równy gość.

Ciekawe jak mu mijał dzień pracy. Chodzi mi o to, że biedak nie miał nawet krzesła, żeby sobie usiąść, a gdzie jakaś szafka, czy stolik, telefon, lampa, nawet laptopa do stawiania pasjansa i przeglądania Joemonstera. No chyba, że w interfejsie obok drzwi. Całą ta bujdę o równym traktowaniu pracowników w Black Mesa można sobie między bajki włożyć. Wyraźnie widać, że ta posada przydzielana była za karę. Jeśli ktoś podpadł Breenowi, albo innemu „kierownikowi”, to lądował na jednej z takich posad jak ta.  Żeby mu się zbytnio nie nudziło, między otwieraniem drzwi od sektora C, a wagonikiem, mógł sobie pobiegać po metalowej kładce, dla sportu.

Czytaj dalej ‚Trochę smutna historia’

Gdzie się podziały tamte potwory?

Uwaga, artykuł z nowej serii „Tęgie rozkminy Zwieracza*

Gdzie się podziały stare stworki, no gdzie? W lodówce? Pod łóżkiem?

W HL-u mieliśmy masę fajnych kreatur, oprócz zombie były Bullsquidy, Houndeye, Gargantua i Gonarch na przykład. Dlaczego nie ma ich w HL2? Damn.

Wcale mnie nie przekonuje to, że nie pasowały do całokształtu drugiej części, pasowały jak najbardziej. Wiadomo, że niektóre miały być, ale ostatecznie je wycięto, ale z innych zrezygnowano już dosyć wcześnie, bo nawet brak jakiś wczesnych konceptów i beta modeli. Dlaczego w HL2 miałoby nie być Gonarcha? A przy okazji Poison Gonarcha, Fast Gonarcha? Każdy podgatunek miałby swoją „mamuśkę”. Wyobrażacie to sobie? Dla mnie miodzio, żyłyby w jaskiniach jak Antliony, albo biegały stadami po piaszczystym brzegu morza jak dzikie konie. Wyobraźcie sobie taki widok. Początek gry, jedziemy pociągiem przez Wasteland, tak jak to miało wyglądać w becie i w oddali widzimy stado wielkich Gonarchy, albo jeden, który walczy ze stadem Antlionów (albo odziałem Combine, do wyboru do koloru). Ucieczka przed takim rozwścieczonym potworem kanałami City 17, to byłoby by przeżycie na miarę pierwszego spotkania z Gargantuą. Kopalnia Wiktorii, którą zwiedzamy po Ravenholmie byłaby idealnym miejscem dla „Wielkiej Mamuśki”.
Naprawdę szkoda, że tyle besti nie weszło do HL2. Byłoby ciekawiej, biegające houdeye, może nawet udomowione? Barney by miał swojego przybocznego… Nawt Pit Drony z Opposing Force też by pasowały.

Chciałbym się zmierzyć gdzieś z Gargantuą zamiast Antlion Guardem, który jakiegoś specjalnego wrażenia na mnie nie zrobił. Antliony są fajne, ale czemu nie miało by być na Ziemi więcej stworów. Byłoby ciekawiej, większy chaos, zamieszanie, lepszy klimat totalnej zagłady. Albo te wielkie, zielone macki z rogami (te z Silo D), idealnie by wyglądały wyrastając z piasków, na wybrzeżu, walcząc np, z antlionami.

Z drugiej strony czemu to zawsze musiałby być walka, a może tak symbioza?

Gdzieś widziałem filmik, z importowanym modelem Gargantui do Gmoda. W końcu wszystkie modele są w Half-Life: Source, tak więc bardzo blisko, w zasięgu ręki 😉 . Ktoś chce zrobić moda? Nie? No dobra poczekajmy co pokażą twórcy Black Mesy, będziemy mieć gotowe modele pod OrangeBoxa… a może już pod Source Episode Three…

A co z zombie, z headcrabami? Dlaczego mamy tak mało rodzajów zombie (tylko 4), które zombi są straszniejsze, te z HL czy z HL2? O tym w środę. Kolejna, krótka rozkmina Zwieracza 🙂

*Kidzior, all right reserved.

Rozmiar ma znaczenie

rozmiar-ma-znaczenie

Jak wiadomo Gordon Freeman to prawdziwy dżentelmen, nigdy się nie sprzeciwi. Milcząco zgodzi się na każdy nawet najbardziej niebezpieczny wyczyn. Jak potulny baranek pakuje się wszędzie tam gdzie go poślą, a potrafią go wykorzystać.
To już wiemy, ale czy Gordon jest grubasem?
Pomyślcie, jego postać znamy tylko z plakatów, z okładki gry i innych materiałów promujących. Sami wiecie jak media potrafią kreować wizerunki celebrytów. W samej grze nie widzimy przecież ciała, nie ma luster, mamy tylko ręce. Powstały co prawda fanowskie modele, prezentujące go jako młodego, przystojnego itd, ale to tylko wyidealizowany obraz fanów.
Ktoś powie, że przecież widać jaki jest HEV Suit, że jest dla szczupłej osoby, ale ja powiem, że tak naprawdę może być zrobiony z gumy i wciśnie się w niego nawet Gordon +150 kg żywej wagi. Ktoś inny zauważy, że w Opposing Force i Blue-Shift widzieliśmy Gordona. Ale to było dawno i nie prawda, zresztą to naprawdę był przebrany obcy. Mówię wam to jeden, wielki spisek.
To prawda, że już w tym miejscu moja teoria trochę kuleje, ale może Gordi przytył w poczekalni G-Mana?
Jaka jest prawda? Bogatsi o doświadczenia lat 90-tych, wiemy, że prawda leży daleko stąd.
Weźmy przykład. Miejsce akcji – Black Mesa East, czas akcji – kombinat atakuje właśnie bazę, docieramy do momentu kiedy zawala się korytarz i zostajemy odcięci. Od razu dostajemy koordynaty od Alyx, że mamy się cofnąć i iść tam gdzie mieliśmy nigdy nie chodzić (co było do przewidzenia).
Ale jakby tak spróbować, przecisnąć się tędy:

Czytaj dalej ‚Rozmiar ma znaczenie’

Kombinat daje ciała

kombinat-daje-banner

Dawno, dawno temu, w nie tak znowu odległej galaktyce (a dokładnie to w naszej galaktyce, na naszej planecie i właściwie to nie dawno, bo dopiero w niedalekiej przyszłości), garstka Rebeliantów stawia zaciekły opór groźnemu najeźdźcy.
Aż pewnego dnia zjawia się On, niczym Feniks z popiołów wynurza się z nicości aby poprowadzić zbuntowanych do zwycięstwa. Banany zagościły na twarzach wszystkich. Powiadają, że jest jak Jezus tylko nie potrafi chodzić po wodzie, jak Tommy Lee Jones w ‘Ściganym’, jest jak brakujące ogniwo…
Sam ma niewiele do powiedzenia, ale wyraźnie widać, że posiada moce Jedi, potrafi przecież podnosić przedmioty siłą umysłu, bez użycia rąk. Musiał dużo ćwiczyć.

Trochę mi nie wyszło to nawiązanie do Gwiezdnych Wojen :P. Tak to miał być wstęp, płynnie przechodzący z klimatów sagi Georga L. do tematyki bloga. No cóż zacznijmy normalnie.
Zauważyłem pewne podobieństwa między Half-Life 2, a Gwiezdnymi Wojnami.
Nie chodzi mi o odwieczną walkę dobra ze złem, o przeważającej sile zła i o wybrańcu, który wszystko ratuje. Chociaż ze wstępu właśnie to by wynikało 😉 Ja o czymś innym.
Zarówno nacja Kombinatu jak Galaktyczne Imperium pomimo wszystkich swoich wodotrysków są po prostu do bani i wykazują duże pokłady bezradności w starciu z wrogiem.

Czytaj dalej ‚Kombinat daje ciała’


Kalendarz wpisów

Luty 2017
Pon T Śr T Pt S S
« Sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728  

Archiwum