Kombinat daje ciała

kombinat-daje-banner

Dawno, dawno temu, w nie tak znowu odległej galaktyce (a dokładnie to w naszej galaktyce, na naszej planecie i właściwie to nie dawno, bo dopiero w niedalekiej przyszłości), garstka Rebeliantów stawia zaciekły opór groźnemu najeźdźcy.
Aż pewnego dnia zjawia się On, niczym Feniks z popiołów wynurza się z nicości aby poprowadzić zbuntowanych do zwycięstwa. Banany zagościły na twarzach wszystkich. Powiadają, że jest jak Jezus tylko nie potrafi chodzić po wodzie, jak Tommy Lee Jones w ‘Ściganym’, jest jak brakujące ogniwo…
Sam ma niewiele do powiedzenia, ale wyraźnie widać, że posiada moce Jedi, potrafi przecież podnosić przedmioty siłą umysłu, bez użycia rąk. Musiał dużo ćwiczyć.

Trochę mi nie wyszło to nawiązanie do Gwiezdnych Wojen :P. Tak to miał być wstęp, płynnie przechodzący z klimatów sagi Georga L. do tematyki bloga. No cóż zacznijmy normalnie.
Zauważyłem pewne podobieństwa między Half-Life 2, a Gwiezdnymi Wojnami.
Nie chodzi mi o odwieczną walkę dobra ze złem, o przeważającej sile zła i o wybrańcu, który wszystko ratuje. Chociaż ze wstępu właśnie to by wynikało 😉 Ja o czymś innym.
Zarówno nacja Kombinatu jak Galaktyczne Imperium pomimo wszystkich swoich wodotrysków są po prostu do bani i wykazują duże pokłady bezradności w starciu z wrogiem.

Kombinat to wydawało by się, niepohamowana siła, przewyższają ludzi technologią i liczebnością. Do tego jeszcze mają ten atut, że zaatakowali nas z zaskoczenia. Podobnie sprawa wygląda w Gwiezdnych Wojnach, Imperium ma wszystkie karty. Nie ma odwrotu, przyłącz się albo zgiń. Stań się Szturmowcem albo wstąp w szeregi Metrocopów.
Na jedno wychodzi i tak w końcu ktoś przywali ci prosto w czoło jakimś cybergadżetem albo łomem. Armia w jednym i drugim uniwersum w pierwszej chwili, wydaję się nie do pokonania, ale jak pokazuje historia obu produkcji, ta przeogromna siła, po prostu daje ciała, prawie w każdym starciu z głównymi bohaterami. Jak to jest, że garstka niewyszkolonych ludzi, na czele z niemową, z Gravity Gunem, potrafi odeprzeć zmasowany atak Kombinatu. Właściwie ze zmasowaniem ma to niewiele wspólnego. Jak na walkę o strategiczne miejsce, od którego zależy być czy nie być panów Advisorów, można było się spodziewać trochę większej ilości przeciwników, kilka Striderów to trochę za mało aby zniszczyć White Forest.
Dlaczego oddział szturmowców nie może po prostu wystrzelić naraz w kolesia wymachującego świetlówką? Wystarczy zresztą wysłać na niego mały odział 200 żołnierzy, przecież coś musi go trafić. Czy ktoś rzucający kaloryferem tam i z powrotem, jest naprawdę tak trudnym celem do trafienia przez odział wyszkolonych żołnierzy uzbrojonych po zęby? Tu niestety wchodzi na scenę nierealizm gier. Wiadomo, że poziom musi być odpowiedni, żeby ludzie chcieli grać i nie można wszystkiego od tak urealnić, bo wtedy nie byłoby już zabawy, ale może choć trochę? Tak żeby każdy pojedynek nawet z 2-3 przeciwnikami był wyzwaniem, a z większą ilością to już byłyby epickie bitwy, gdzie trzeba wykazać się także sprytem.
Początek tez mógłby być lepszy. We wczesnych wersjach gry, świat był bardziej mroczny i taki też był Kombinat, bardziej bezwzględny, wzbudzał strach. Jeśli czujesz bezsilność wobec otaczającego cię świata, wszechogarniającej przemocy, narzuconych reguł, to właśnie to nazwał bym mrocznym klimatem totalnej inwigilacji. Tak powinien wyglądać świat pod panowaniem Kombinatu. A tymczasem dostaliśmy ulgową wersję dla dzieci w wieku przedszkolnym. Gdzie ta walka o życie? Konspiracja, ukrywanie się przed patrolami? Mając tylko łom w ręku możesz spokojnie zmieść z powierzchni ziemi trzyosobowy odział wyposażony w broń palną. Na dodatek, nie wzbudzisz tym jakiejś większej uwagi. Co najwyżej ktoś zadławi się kawałkiem kurczaka i to wszystko.

No w końcu jak to było? Imperium Galaktyczne zostało pokonane przez stado zarośniętych Hobbitów wymachujących dzidami. Kombinat dogorywa przez faceta w rogowych okularach ciskającego muszlami klozetowymi. Równie dobrze mógłby ich pokonać Listonosz Pat albo Dexter (ale nie ten z Miami).

Bycie złym w popkulturze to ciężki kawałek chleba. Musisz popełniać banalne błędy i ogromne niedopatrzenia mimo, że jesteś specjalistą od zua i robisz to naprawdę długo.

Nie zrozumcie mnie źle, ja naprawdę lubię obie serie i nadal oglądam/gram w nie z przyjemnością 😀

3 Responses to “Kombinat daje ciała”


  1. 1 wrona229 20 Styczeń, 2011 o 22:04

    Sam często zastanawiam jak to możliwe że taki Freeman – Fizyk teoretyczny bez żadnego przygotowania podnosi strzelbe i Rozgramia całe hordy obcych, zombie i żołnierzy kombinatu. Mogli by w Hazard Coursie w jedynce dodać część jak w HL:OF w której uczymy się używać broni. Jednak ile razy każdy z was dedł podczas gry? Na realu taki Gordzio zakończył gre po pierwszej śmierci. Więc czy w tej częścigry można w ogóle można mówić o realiźmie?

  2. 2 zwieracz 21 Styczeń, 2011 o 08:33

    Ano, Gordon to OneManArmy. Jakby Kombinatowi naprawdę zależało to dali by więcej wojska i sprzętu. Wtedy nawet G-Man by się nie pozbierał 😉


  1. 1 HL2 & HL1 SP Maps & Mods - polska baza map i modyfikacjii single player dla Half-Life 2 & Half-Life 1 » Garść informacji… Trackback o 20 Kwiecień, 2009 o 19:10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




Kalendarz wpisów

Kwiecień 2009
Pon W Śr Czw Pt S N
« Mar   Maj »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Archiwum


%d blogerów lubi to: